Cele i motywacja: (3) Przełamanie

Cele i motywacja: (3) Przełamanie

Ten wpis jest częścią mojej książki „33 kg mniej”.
Chcesz kupić całą książkę? Skontaktuj się ze mną.

Dla mnie momentem przełomowym w życiu był moment, gdy stając na wadzę zobaczyłem liczbę trzycyfrową, co przy wzroście nieco poniżej 180 cm było sporą wartością. Patrząc na to obiektywnie, od strony nauki, byłem na etapie nie tyle nadwagi, co otyłości i to sporej. Trzeba także dodać, że mięśni w tym ciele za wiele nie było, znakomita większość z tych kilogramów była tłuszczem. Zdecydowanie nie było to zdrowe. Czy to jednak miało znaczenie? Śmiem twierdzić, że niewielkie. Do większości z nas nie przemawiają ostrzeżenia, nic nie dają czarne wizje czegoś odległego, choćby dlatego, że właśnie mowa o sprawach odległych. Idealnym przykładem są tutaj palacze: na każdej paczce papierosów mamy informację o tym, czym grozi palenie. Mamy takie informacje także w reklamach, na boksach wszelkiego rodzaju. Mamy też akcje mające na celu zniechęcić do palenia, pokazujące niszczycielskie skutki palenia na nasze płuca. Mamy wyliczenia mówiące o tym, jak wiele pieniędzy w ciągu roku dosłownie „idzie z dymem” i jak wiele traci się z innych atrakcji życiowych na tym nałogu. Mamy wreszcie lekarzy, którzy wszystko to powtarzają.

Czy to działa? No cóż, patrząc wokoło nadal widzimy ludzi palących papierosy, nadal kupują je oni w sklepach wydając na to własne zarobione pieniądze, nadal niszczą sobie płuca. Dlaczego tak się dzieje, dlaczego te wszystkie zewnętrzne komunikaty nie działają? Właśnie dlatego, że są sprawą obiektywną. O tym wie każdy, ale nie każdego musi to interesować, nie każdego musi to przekonać do zmiany jego własnego zdania, spróbowania zawalczenia o zmianę. Jeśli bowiem czujemy się dobrze w stanie w jakim jesteśmy, to subiektywnie, wszystko jest ok. W żadnym razie nie zachęcam tutaj do palenia, namawiam po prostu do zaglądnięcia wewnątrz siebie i zadania pytania: czy jest mi dobrze tak jak jest, czy może jednak chcę jakichś zmian?

Jeśli nie odczuwamy prawdziwej potrzeby wprowadzenia w życiu zmiany, to nasze szanse na ich poprawne przeprowadzenie nie są zbyt duże. Na nic nie zdadzą się także liczne zewnętrzne głosy namawiające nad do nich, czasami z czarnymi wizjami, czasami z ogromnym naciskiem. Nacisk spowoduje w takim wypadku, że tylko dodatkowo się zaprzemy i będziemy trwać w stanie, w jakim jesteśmy. Jeśli natomiast zostaniemy zmuszeni do jakiegoś działania, to będziemy je wykonywać niemalże biernie, automatycznie, bez wkładania w to nas samych. Podobnie ma się sprawa w sytuacji, gdy wydaje się nam, że chcemy coś zmienić, ale tak naprawdę to jeszcze nie czas – „jest źle, oj źle, tak bardzo źle… trzeba coś zrobić… no to polej” – znacie takie sytuacje, takie pogadanki zwykłych śmiertelników, niewiele znaczących w większej skali, którzy debatują o tym, jak można byłoby odmienić stan milionów ludzi? Takich dyskusji jest cała masa, a wszystkie z nich umierają podobnie jak się narodziły, w całkowitym bezsensie.